wyszukiwarka kanały rss regulamin portalu kontakt dział extras pomoc
komunikator
działy portalu
:: skateboard
:: snowboard
:: fingerboard
:: bike
:: rolki
:: chillout
:: muzyka
:: extreme
:: breakdance
:: graffiti
top 20
mapa skateparków i miejscówek
infoMAG archiwum
skate-eutrope.com
.

Tomek Kotrych

Tomek to jedna z tych niewielu osób, co do której jestem pewien, że nie przestaną jeździć na desce, przynajmniej nie z własnej nieprzymuszonej woli. Jeździłby gdyby nie miał sponsorów, jakby nie było firm, filmów, sklepów. Tomek żyje deskorolką i już raczej nic tego nie zmieni. Będzie jeździł, bo ma do deskorolki zdrowe podejście, nie kieruje nim zazdrość, rywalizacja, moda, robi to po swojemu i nie ogląda się za nikim, więc nic go do deski nie zniechęci. Ze zwykłego osiedlowego skejcika do wszystkiego doszedł sam, i mimo że tyle osiągnął, nadal nie uważa się za wyjątkowego, jest nadal tym samym zajaranym typkiem jakim był kiedy zaczynał. Jak zdążyliście pewnie zauważyć ma wyjątkowy talent, wystarczy zobaczyć go na żywo, by wiedzieć o czym mówię. Co chwilę uczy się nowych tricków, chce się uczyć, bo widać jak zajawka w nim kipi. Co rusz mówi o jakimś nowym tricku, że byłby fajny, a za jakiś czas już go robi. Kiedy to mówi, słychać i widać po nim jakie wrażenie to na nim robi. Tomek to przede wszystkim mój długoletni ziom. Ciężko mi go w kilku zdaniach opisać, więc ujmę to może tak: tak jak jestem pewien, że będzie jeździł na desce, tak jestem pewien i wierzę w naszą przyjaźń.

Przedstaw się ziombel i powiedz część wszystkim...
Elo, Tomek Kotrych SŻC, siemanko wszystkim

Jak myślisz, po co są takie wywiady?
Nie wiem, może nie mieliście czego wrzucić do następnego numeru, a ja byłem najbliżej...
Z takich wywiadów można dowiedzieć się czegoś o danej osobie, na filmach lub zdjęciach widzisz tylko tricki, ewentualnie czyjegoś japiszona. Nie mam wtedy pojęcia co to za typ, co robi, czy ma coś do powiedzenia, co mu siedzi w głowie. Nie wiem, ty mi powiedz po co są takie wywiady, ty masz gazetę, he, he.

Każdy jest inny i ma coś do powiedzenia, ciekawe historie, itp. Opowiedz mi swoją historię. Co kieruje Tobą jak jeździsz na desce. Skąd determinacja, miłość, zajawka, nowe tricki...?
Wydaje mi się, że wszystko to jakoś nawiązuje do mojego przywiązania się do wykonywanych rzeczy. Jak jesteś małolatem to wiesz, szukasz jakichś zajawek, tu pograsz w piłkę, jutro zaczniesz tańczyć breakdance, później zapisujesz się na karate, a następnego dnia jesteś już łyżwiarzem. Dzieciaki są zagubione w tym wszystkim.

Ja osobiście nie imałem się wszystkiego co popadnie, kiedy w pierwszej klasie zajarałem się gimnastyką sportową to trenowałem ją 8 lat. To było coś jak teraz z deskorolką, wiesz byłem naprawdę wczuty. Jeździłem non stop na treningi, nawet dogadaliśmy trenera na treningi przed szkołą na 7 rano i tak codziennie. W późniejszych latach jak zajarałem się deskorolką to było tak samo, popłynąłem już konkretnie i nie mam zamiaru wysiadać z tej łajby, he, he. Skąd determinacja, miłość, tricki, zajawa? Nie wiem skąd to się bierze, to jest po prostu jak miłość od pierwszego wejrzenia. Może to się komuś wyda śmieszne i głupie, ale ja to rozkminiam tak, że z deskorolką jest jak z żoną. Widzisz ją pierwszy raz, zakochujesz się, spędzasz z nią jak najwięcej czasu, od rana, do wieczora, czasami ostro się na nią wkur..., później ją przepraszasz, a ona odpłaca się nowym trickiem, he, he. Chyba trochę odbiegłem od zadanego pytania. Na desce kieruję mną miłość do niej i do całej otoczki jaka jest związana z deskorolką, to nie jest „sport”, choć po części można by tak powiedzieć, deskorolka to tricki, ludzie, więzi przyjaciół, z którymi spędzasz trzy czwarte dnia, więcej niż z rodziną. Ciężko to opisać. Jeżeli chodzi o determinację i nowe tricki to wiadomo, że to jest naturalna kolej rzeczy, jeśli grasz w piłkę to chcesz strzelać więcej goli, jeśli rysujesz to chcesz w końcu namalować obraz, jeśli jeździsz to chcesz jeździć coraz lepiej, sam sobie stawiasz poprzeczkę. Zajawka na nowe tricki najczęściej pojawia się po obejrzeniu filmu lub gdy znajdziemy się na jakiejś nowej miejscówce. Nie no chyba za długo by to tłumaczyć., nie ma aż tylu stron na moje jakieś tam przemyślenia.

Powiedz mi w takim razie ile w tym wszystkim znaczą dla Ciebie przyjaciele? Pytam, bo widać, jak wspomniałeś, przywiązujesz do nich wielką wagę. SŻC, DSK FAM...
Przyjaźń zawsze odgrywa ważną rolę, czy to w deskorolce, czy w normalnym życiu. Choć szczerze mówiąc nie rozróżniam tego, wszystkie moje najlepsze ziomki kiedyś śmigały na desce, teraz robią coś innego, ale zawsze jesteśmy i będziemy ekipą, to jak rodzina. Ziomki z SŻC to jak bracia, nie ma tematu, problemu czy sytuacji kiedy wstydziłbym się z nimi o czymś porozmawiać, spotykamy się i gadamy te same głupoty od wielu, wielu lat. Tak samo DSK FAMILY. Nazwa nie wzięła się z nieba, Kubę, Bartka i Gutka znam już sporo czasu i odkąd się poznaliśmy cały czas jeździmy razem. To nie jest tak, że to tylko znajomość deskorolkowa, że po desce już się nie widzimy. Po desce jedziemy do kogoś i chillujemy sobie przy browarku, dojeżdża ekipa z Ursynowa, Służewca, a niektórzy nawet z Gocławia, he, he. Naprawdę jaram się, że mam takich przyjaciół, a nie innych, wszystko planujemy razem, każdy wyjazd deskorolkowy czy wakacyjny, do kina na na...kę, zawsze jest taka sama ekipa i to mnie cieszy. Mam taką zajawkę żeby za 10 lat było tak samo, wpadam po desce z Gutkiem i Kubą do domu, później dojeżdżają chłopcy z SŻC, Darek już trzyma w kielni zamrożoną Starogardzką, Mikser z Chmielem zabierają Bartka na Ursynowie, Rawkus z Pauli dojeżdża z Gocławia, Banachy spóźniają się, ale w końcu wpadają, Słoniu kończy kebaba na Puławskiej i podbija z Majką, a Agata wraca późnym wieczorem z roboty i siadamy razem jak zwykle przy stole i popijając chillujemy. To samo co zwykle czyli nic he, he, kozak.

Też mi się ten scenariusz podoba, he, he. Powiedz, nawiążę do dosyć aktualnego tematu, jak się poczułeś kiedy doszedł do Ciebie twój promodel? Satysfakcja, zajawka? Jak ty to traktujesz?
Na pewno zajawka i to wielka, ciężko to opisać. Nie jest to satysfakcja w takim sensie, że wiesz... teraz jestem już pro i czuję się usatysfakcjonowany. Kiedyś rozpatrywałem to negatywnie, myślałem sobie: „ale bieda...”, przecież u nas nikt nie jeździ jak ci wszyscy pro w Stanach, a tu w Polsce chcą robić promodele. Ale z czasem zaczynasz myśleć innymi kategoriami. Nadal twierdzę, że nie jeżdżę i pewnie nie będę jeździł wystarczająco dobrze aby mówić o sobie pro, ale to, że mam swoją deskę może pomóc mi finansowo w codziennym życiu, a także pomaga to firmie, z czego korzystają również teamriderzy, a tym samym polski rynek deskorolkowy. Słonik, który jest pomysłodawcą powstania firmy FRONT i który jest także team menagerem, tłumaczył nam, że to jest bardziej regionalne zjawisko, w takim sensie, żeni nie warto stresować akcją, że jesteś pro i masz się porównać do amerykańskich skejcików. Chyba ma rację. Jak wspominałem, nie ukrywam, że duży wpłym na moją decyzję miał aspekt finansowy, możliwość zarabiania z deskorolki, to wiadomość, która cieszy każdego wkraczającego w dorosłe życie skejcika. Ogólnie największa zajawka jeżeli chodzi o grafikę. Jaram się, że sam zaprojektowałem sobie swoją deskę, wrzuciłem tam akcje związane ze mną, które dotyczą mojej osoby i moich zajawek, to jest naprawdę kozacka akcja.
Nagle po jakimś czasie widzisz gotową deskę ze swoją grafiką, którą wcześniej widziałeś przez miesiąc na komputerze, fajna sprawa. Nie chodzi o to, że masz tam napisane Tomek Kotrych, tylko, że jest to twoje, to deska, na której jeździsz od lat, a teraz jest to deska wymyślona przez ciebie. No i nie ukrywam, że przyjemne jest uczucie jak widzisz, że ktoś ma Twoją deskę, może się to wydawać jakieś próżne ale myślę, że każdy ma coś takiego. Na razie widziałem ją tylko u ciebie he,he, ale deski dopiero wysłali do sklepów, więc może jeszcze ją u kogoś zobaczę, he, he.

Jaram się twoją deską tak jakby to była moja, kozak. Powiedz skąd zajawka na projektowanie ubrań?
Nie wiem kiedy to się zaczęło, jakoś tak nagle. Od zawsze miałem zajawę na ciuchy, ale wiesz, nie taka akcja modna, że lansowanie się i strojenie, po prostu widziałem w skateshopie jakiś t-shirt Menace lub 4star to miałem zajawę na nie i na cały design. Zawsze chciałem, żeby w Polsce też były takie ciuchy, na zajawie. Później, gdy już byłem sponsorowany przez Syndrom, dostaliśmy okazję zaprojektowania krótkich spodenek na lato. Nie potrafiliśmy wytłumaczyć Krugerowi i Rafałowi o co nam chodzi, jak mają wyglądać itp., więc postanowiliśmy to narysować. Tak się zaczęła przygoda z Corelem. Siedziałem sobie w domu i projektowałem logówki na bluzy i t-shirty. Nawet gdy te rzeczy się nigdzie nie pojawiały, robiłem to tak dla siebie, dla zajawy. Później jak założyliśmy Realness to mogłem w końcu usiąść przed kompem i robić to na co mamy razem zajawę. Tak to wygląda, to jest chyba takie hobby, bo jak sobie pomyślę, to czasami siedzę i projektuję buty dla Lakai, he, he, albo kurtki zimowe choć na razie ich nie robimy. To jest tak, jakbyś mógł narysować sobie coś co byś chciał mieć i później miał możliwość zobaczenia tego w komputerze. Jeśli uda Ci się to jeszcze wyprodukować i zobaczyć to u kogoś na siebie... to już potrójna zajawka.

No fajna sprawa. A propos rynku i poziomu jazdy... Co się zmieniło od momentu jak zacząłeś jeździć na desce? Zacząłeś zdaje się w 1996? Jak to oceniasz?
Szczerze mówiąc nie pamiętam dokładnie kiedy zacząłem jeździć, jakoś nie przykładałem wtedy do tego wagi. Na pewno nakładało się to z kręceniem przez Ciebie filmu „FILM”, bo pamiętam jak byłem z moim ziomkiem Darkiem, z którym zaczynałem w podziemiach SŻC, że nagrywałeś Bejbiemu ollie przez stół z wybicia, właśnie do tego filmu. Pamiętam to jak dziś. Ogólnie rynek jak dla mnie się waha. Wtedy, kiedy zaczynałem było spoko, firmy polskie się umacniały, powstało więcej skateshopów, dystrybucji, naprawdę wybór był niezły jak ktoś miał chajs. Pod Capitolem jeździło sporo osób, trzeba było przychodzić z rana lub po południu, żeby nikomu nie przeszkadzać, he, he. Później nagle dużo osób przestało jeździć z niewiadomego powodu. Wbiła się moda na hip hop, skateshopy przestały dobrze funkcjonować, niektóre firmy przebranżowiły się na rapowe, kiepskie czasy. Teraz z kolei jest znów lepiej, wszystko idzie do przodu, jednak nie wiem czy w dobrym kierunku. Trochę to podbija już lekkimi stanami, wiesz, skateshopy zamieniły siew butiki w centrach handlowych, gdzie nie sprzedaje się sprzętu tylko ciuchy dla „wyluzowanej młodzieży”, masz reklamy w TV ze skejcikiem, który pije jakiś kozak napój i skacze salto. To jest lipne w tym wszystkim, ale może przez to jakieś duże firmy pomyślą, że warto zainwestować w ten rynek i zbudują wielki skatepark lub dołożą się do wybudowania skateplazy kto wie. Ogólnie te czasy średnio mi odpowiadają, zawsze wracam pamięcią jak to było kiedy zaczynałem, wtedy była prawdziwa zajawka, tylko deskorolka, nic więcej nie wchodziło w grę. Jak komuś udało się zaistnieć to było to naturalne. Teraz wydaje mi się, że te dzieciaki, które możemy oglądać na filmach, które mają po 13/14 lat i skaczą z 200 schodów, robią tricki na największych poręczach, wszystko największe, to mam wrażenie, że robią to tylko po to, żeby zaistnieć i być lepszym od reszty, jak jakiś wyścig. Wiadomo, mam pełno szacunku dla nich, robią trudne tricki, o których czasem nawet nie myślałem, ale to nie jest deskorolka, którą pokochałem. Dla mnie zawsze będą tacy ludzie jak Guy Mariano, Rob Welsh, J.B. Gillet czy Josh Kalis. Oni robią swoje, wiadomo, też poddają się często nowym trendom, ale po nich widać, że mają szacunek do deskorolki i do starych czasów. Nie wiem, chyba za dużo można by mówić. Wszystko zależy, jakie kto ma do tego podejście.

No właśnie... Powiedz, nie lubię wprowadzać negatywnych akcji, ale taki problem z pewnością istnieje, chodzi właśnie o podejście do deskorolki... Wiem, że ty tego nie rozgraniczasz i np. podoba ci się jazda Jona Allie, ale tak jak zawsze rozmawiamy, czy nie zauważyłeś, że z kolei ci co jarają się głównie taką jazdą jak Jon Allie, to ich zajawka i tolerancja już raczej nie działa w drugą stronę?
To jest dziwne zjawisko i mam wrażenie, że działa to tylko w Polsce, ten brak tolerancji powoduje, że mamy takie, a nie inne zamulenie kulturowe w kraju. Jeżeli chodzi o jazdę na deskorolce to w Polsce od zawsze były podziały, techniczny, hardcorowy, hiphopowcy na murkach, hardcorowcy na poręczach he, he, śmiesznie to brzmi, ale tak jest. Wielu ludzi ma z tym problem, rozkminiają na jakichś forach lub poprzez inne środki... Ja mam swój podział, na deskorolkę, która mi się podoba i taką, która mi nie odpowiada. Wiadomo, że bardziej jaram się jazdą typu J.B. Gillet niż Corey Duffel, ale nie mam z tym żadnego problemu, oglądam jego przejazd jak wychodzi nowy film i jestem w ciężkim szoku co ten typ robi z deską. Np. z Jonem Allie, mam tak, że jaram się jego jazdą oporowo, „ale przecież słucham hiphopu, mam szersze spodnie i noszę New Ery, więc chyba nie powinienem się jarać he, he”. To jest polska mentalność. Jak ktoś się ubiera na deskę w krawat, marynarkę i lajkry na nogach, spoko, mnie to śmieszy, a czasami nawet bardzo, ale tak samo mnie śmieszy jak ktoś wygląda jak 50 Cent na desce... To nie działa tylko w jedną stronę. Jak wspominałem, nie jest to jakiś problem, żeby mi zaprzątało głowę. Każdy robi to na co ma ochotę, ale teraz sporo dzieciaków z internetu ma bajzel w głowie, bo ten typ, który słucha hip hopu i jeździł na murkach, teraz robi nollie heelflip crooks na poręczy, a typek z ZERO robi noolie 360 flip nose manual na platformie... i kogo tu nazwać teraz hardcorowcem a kogo technicznym? To jest ch...nia, gdzie nie pojadę za granicę to przekonuję się jak daleko jesteśmy od innych krajów Europy, u nas każdy stwarza sobie problemy i jest wrogo nastawiony do siebie, tak samo jest w deskorolce.

Powiedz... Teraz twoje życie to głównie deskorolka. Pracujesz w hurtowni Uniform, robisz Realness, masz swoją deskę, sponsorów... Jak ci się to widzi, chyba wszystko ułożyło się nie najgorzej? Jak to jest poświęcać się prawie w całości deskorolce?
Rzeczywiście jakoś chyba nie najgorzej to wszystko poszło he, he, nawet się nad tym nie zastanawiałem. Chociaż musiałem się nad tym zastanawiać jakoś podświadomie, to jest chyba tak, że po prostu deska jest moją miłością, moim życiem, czymś co chcę robić do końca życia. Wszystkie jakieś poczynania są pośrednio związane z deską, dlatego pewnie jakoś to idzie do przodu. Ale wiadomo, że nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej. Chciałbym wstawać rano, iść do jakiegoś lokalu, który byśmy wynajmowali z REALNESS, tam wymyślalibyśmy nowe ciuchy, załatwiali wszystko potrzebne sprawy. Później na deskę z ziomkami, a po powrocie wspólny chill przy piwku, i tak do końca. Na pewno nie mam co narzekać, wiadomo zawsze są minusy takiego życia, ale jak sobie myślę i tak słucham znajomych to wiem, że teraz jest dobrze. Najlepsze jest to, że to dzięki desce mam to wszystko, moi rodzice są bardzo wyrozumiali i nigdy nie próbowali mnie odciągnąć od deski. Pomyśl, że gdybym nie jeździł pewnie nie zobaczyłbym tylu miejsc na świecie, nie poznałbym tylu dobrych znajomych, wszystko to deskorolka. Dzięki niej mam pracę, mogę rozwijać naszą wspólną firmę, mam swoją deskę, z której mogę zarobić dodatkowe pieniądze, mieszkam z kochaną dziewczyną, która rozumie moją zajawkę, część moich najbliższych przyjaciół jeździ na desce, po prostu mistrz. Mam nadzieję, że tak będzie zawsze i będzie się to coraz bardziej polepszać, dążę do tego i wierzę w to, że będę mógł żyć całkowicie z deskorolki. Dużo firm powoli zaczynają płacić deskorolkowcom tak jak dzieje się to za granicą. Wiadomo, to są początki, ale tak powinno być. Firmy muszą zrozumieć, że trzepią kasę na deskorolkowcach i że oni też muszą mieć możliwość zarobienia na tym co robią najlepiej i na tym co kochają. Źle się dzieje, że dużo dobrych deskorolkowców przestaje jeździć dlatego, że nie mieli chajsu na deski i musieli zacząć pracować, aby się utrzymać. Tak nie powinno być, ale jak mówię, mam nadzieję, że to wszystko się zmieni. Na pewno chcę w tym uczestniczyć.

A jak wyglądają Toury, Dema, Jamy, jakiekolwiek imprezy z twoim udziałem? Nie jesteś osobą, która lubi jakiekolwiek „show”, nie przepadasz chyba nawet specjalnie za zawodami... Czy myślisz, że jest u nas jakiekolwiek gwiazdorstwo, bo być może ludzie mogą tak niektórych odbierać?
Jeżeli o mnie chodzi to nie lubię zawodów, „dema”, wszelkich tego typu imprez. Nie lubię takich spędów ludzi, gdzie trzeba stać 10 minut w miejscu i czekać aż wciśniesz się w kolejkę jadących na przeszkodę. Jak widzę ludzi, którzy stoją i wszystkiemu się przyglądają to po prostu paraliżuje mnie i nie mogę nic zrobić. Ollie wtedy nawet ciężko mi wychodzi. Nie wiem skąd to się bierze, jestem dość nieśmiały, więc pewnie to się ujawnia też w deskorolce. Cieszę się, bo każdy mój sponsor wie jakie mam do tego podejście i raczej mnie nie męczą żebym na siłę występował na zawodach, czy innych imprezach. Co do gwiazdorstwa to chyba jest coś takiego, zauważyłem, że są takie osoby co jeżdżą od zawodów do zawodów i to jest ich takie „one man show”, ale ja osobiście to olewam, kiedyś bardziej mi to przeszkadzało. Jeżeli ktoś ma zajawkę na pokazówkę albo jakiś taki show to spoko, jego sprawa, każdy robi swoje, ja nie przepadam za tym, ale to moje zdanie. Najgorsze jest podejście młodszych skejcików jak przyjeżdżamy na jakiś tour na miejscówkę lub do skateparku. Kiedy ktoś jest zmęczony i nie ma ochoty tam jeździć tylko sobie gdzieś chilluje z boku to wtedy wszyscy nawijają dookoła, że ten i ten nic nie robili tylko się lansowali, że nic nie pokazali. To jest strasznie kiepskie podejście, stąd właśnie rodzą się takie akcje z gwiazdorami.

A co do Tourów... Jak wyglądają takie toury od środka? Jakie Toury są najlepsze, co się na nich dzieje, z kim i czemu najlepiej się podróżuje? Może jakieś śmieszne historie...?
Hm... Jak wyglądają? Które są najlepsze? Wiadomo, że najlepsze wyjazdy są takie gdy jedziesz z ekipą ziomków, z którymi dobrze się dogadujesz i lubisz z nimi jeździć na desce. Najgorsze co może być to jechać z kimś, za kim nie przepadasz lub z kimś, kto zamiast jeździć na desce co chwilę melanżuje i śpi do 16. Tak samo najważniejsze, żeby nie było za dużo osób, najlepiej dwie fury lub jeden duży transporter i wtedy jest mistrz. Można wtedy się szybko ogarnąć, zebrać ekipę i iść na miejscówki. Wiadomo, że fajnie jest też na wyjeździe gdzieś wyskoczyć na piwko lub coś mocniejszego, ale to bardziej w grę wchodzi taki chill, wiesz kilka piwek na miejscówce po desce i do domu żeby mieć siłę na deskę. W końcu w niektóre miejsca jedzie się tylko raz w życiu. Pomyśl, że jedziesz do Barsy na 5 dni i melanżujesz w nocy, budząc się o 15 i nie mając siły na deskę, ja w to nie wchodzę. Naje...kę mogę sobie zrobić w  Wwa bez żadnego problemu. Ogólnie najlepsze są wyjazdy takie nie organizowane, chodzi mi o to, że nie jest nic z góry ustalone – demo o 13 godzinie, później obiad, później na miejscówce są zawody...itd.

Kozackie są wyjazdy tego typu co Fenix Alt. Do Barcelony lub ostatni Western Edition & friends do Wilna, to lubię. Jedzie zgrana ekipa, bez zamułki, że ktoś siedzi cicho w busie, bo nikt nie zna, bierzemy furę i jeździmy po miejscówkach tam gdzie chcemy. Przy okazji ktoś robi z tego materiał do gazety lub filmu, więc wszyscy są zadowoleni. Śmieszne historie na tourze? Niech pomyślę, nie no jest pełno śmiesznych historii... Teraz jedynie mi się przypomina akcja jak na którymś wyjeździe z serii Fenix/Malita mini tours stanęliśmy na stacji benzynowej. Po krótkich zakupach większość siedziała już z powrotem w samochodzie, gdy nagle naszym oczom ukazał się Krzysiek Poskrobko, który wyleciał ze sklepu jak z procy i zaczął biec wzdłuż ulicy sprintem w stronę Warszawy (a było do niej jeszcze z 200 km he, he). Naprawdę nie widziałem, żeby ktoś tak szybko biegł. Siedzieliśmy w furze i nie wiedzieliśmy co się dzieje, czemu on tak biegnie, a może ucieka, he, he... Dogoniliśmy go a naprawdę było ciężko, i Krzysiu powiedział nam, że wydawało mu się, że odjechaliśmy bez niego do domu i chciał nas dogonić... Naprawdę musielibyście to widzieć, po prostu płakałem ze śmiechu, chyba nikt w historii nie biegł tak szybko. Pozdro Krzysiu.

A powiedz czego możemy się teraz spodziewać, chodzi o twoje najbliższe plany? Czy będzie jakiś twój video part, ogólnie, może coś innego szykuje się z Twoim udziałem?
Niech pomyślę, raczej nic o czym wiem się nie szykuje, he, he. W najbliższym czasie pojawi się film DSK FAM, więc tam pewnie będę miał jakieś tricki, a ogólnie to nic konkretnego. W filmie Garaż 3 mam kilka tricków w przejeździe Gutka i tyle. Moje plany na przyszłość... to jeżdżenie na desce i życie na chillu, w spokoju i szczęściu.

Dzięki za rozmowę. Jakieś pozdrowienia?
Wiem, że za długie pozdrówki czasem są męczące, ale fajnie jest mieć możliwość pozdrawiania ludzi, he, he. Więc pozdrawiam całą moją kochaną rodzinkę, z psem Vegą na czele, moją kochaną dziewczynę Agatę wraz z rodzinką, całe SŻC: Łukasz, Stefan, Dadison, Jalapenia, Koper, Murek, Domar, Hzd, Luban, Kowal, Hubert, Stańczuk bros, Wojtek, Krukson, REALNESS soldiers: Kuba, Rzeszot, DSK FAM: Gutek, Benek, Jagson, Bartek Zielina, Stickorama, Maja, Gacek, Kamuflage crew, cała ekipa Ursynów: Miki, Chmielu, Szabel, Pauli i Rawkus, Banachy, Słoniu z Majką, Lechu, Marcelka MKS, Wariatka crew, Szkiela z Karoliną, Skroban, Jura, Mikołaj z dziewczyną, Amek, Gołota, Bejbi, Paweł Kozłowski, szwagierkę Olę, ekipa Witos, Witu, Zielu, Jaskóły, Ograb, ziomków z pracy, Wilku, Bilon, Toyboy, WZRR, Pontus co robisz he, he, jest sporo ludzi... W tym momencie mam peklarz w głowie i boję się, że zapomniałem o ważnych dla mnie osobach, więc jakby co, przepraszam. ONE LOVE


Artykuł pochodzi z INFOmagazine #16
Strona INFOmagazine
10


miejsce w top20:
-
dział: skateboard > artykuły > wywiady
autor artykułu: INFOmag
data dodania: 2010-01-22 13:29:38
ilość wyświetleń: 1415
Artykuły o podobnej tematyce:
Dominik Paszkowiak - Flying Max
Jarek Pijewski - wywiad
Wywiad z Tomkiem Frantem
Joe Breziński
Wywiad z Marcinem Kurzawą
Alex Carolino
Bartek Górka - wywiad
Wywiad z Paulem Fujita

skate-europe.com - najstarszy internetowy skate shop poleca:
Czapka z daszkiem NEW ERA - LAKAI
  • ProModel: ERIC KOSTON
  • biała
  • wyszywana biała aplikacja 3D z przodu
  • z boku mała wyszywana aplikacja
  • materiał: 85% akryl, 15% wełna
  • białe szwy
149 zł
109 zł

aktualnie na portalu
zalogowanych: 52, gości: 310


  •   stopka redakcyjna  •   wyszukiwarka  •   kanały rss  •   regulamin portalu  •   kontakt z nami  •   extras  •   pomoc  •  
  •   © 1996-2010 - andegrand.pl  •  ISSN 1899-6809  •   Wszelkie prawa zastrzeżone  •