Z Ensonem udało się porozmawiać po szczecińskim WBS-ie, który odbył się 17 grudnia 2011 roku. O kondycji polskiego freestyle'u, planach na studyjną płytę, a także o lokalnym rapie specjalnie dla Andegrand.pl opowiada zwycięzca Wielkiej Bitwy Szczecińskiej - Enson.
Andegrand.pl: Jakie wrażenia po szczecińskim WBS-ie?
Enson: Rapowało mi się bardzo dobrze, jak zwykle publiczność była bardzo rozkrzyczana. Wygrałem, więc jestem tym bardziej zadowolony z przebiegu całej imprezy. Nie powiem, jak WBS ma się do obecnego poziomu polskiego freestylu bo to chyba jedyna tego typu impreza na jakiej byłem w 2011.
Andegrand.pl: Czy wyobrażasz sobie jeszcze cykliczny udział w bitwach freestyle'owych ?
Enson: Nie mam zamiaru startować na takich bitwach. Zresztą na WBSie czułem się stary, mam 23 a oponenci w większości byli młodsi o około 5 lat. Nie chce ujmować też nikomu, ale gdybym wygrał dziś imprezę w stylu WBW, nie czułbym się nawet w połowie tak dobrze jak w 2009 zdobywając drugą lokatę.

Andegrand.pl: W czym wolny styl pomógł Ensonowi jako raperowi studyjnemu, a w czym przeszkodził?
Enson: Freestyle pomógł mi dotrzeć do słuchacza z moimi nagrywkami. Konkurencja na scenie wolnostylowej jest mniejsza, niż na gruncie studyjnym i wcale nie jest tak trudno zwrócić na siebie uwagę. Dzięki takiej "drodze kariery", dzisiaj nie muszę nagrywać do szuflady. Teraz moją misją jest pokazanie, że Enson w studio >Enson na wolno. W czym freestyle przeszkodził? Trudno przekonać ludzi do tego, że w studio trzeba pokazać coś zupełnie innego, niż gry słowne i parę freestylowych skojarzeń. Ja staram się zawsze uchronić przed jednorazowością utworów, słuchacz ma chcieć do tego wracać w poszukiwaniu głębi, nie pośmiać się przy pierwszym odsłuchu z panczlajnów i nara. Freestyle w Polsce ogólnie nie jest akceptowany przez weteranów - dla mnie to tylko dowód ignorancji wobec kultury, której są częścią. Pełno ludzi dalej nie kuma, że można nawrzucać typowi na scenie i za chwile zbić mu piątkę. Zauważyłem, ze freestylowcem fajnie być do pewnego momentu, później raperzy pragną się odciać / uprawilnić.
Andegrand.pl: Wracając do złotych czasów freestyle'u - kogo w tamtym okresie uważałeś za najlepszego? Muflon, Te-Tris, Duże Pe, a może ktoś inny? Kto Ci najbardziej wtedy imponował?
Enson: Najpierw Te-Tris, imponowało mi, że gość znikąd hurtowo nokautuje typów na scenie. Jego walki zbudowały zajawkę i sposób myślenia wielu zawodników, którzy działali z powodzeniem w późniejszym czasie. Po Tecie przyszła pora na Muflona, pokazał, że jak jesteś błyskotliwy to po prostu ośmieszasz przeciwnika i zgarniasz wszystko co można - to też postać, która miała duży wpływ na to jak dziś składają freestylowcy.
Andegrand.pl: Nigdy nie bałeś się, że możesz, wzorem Muflona, być wybitnym freestyle'owcem, ale nie umieć odnaleźć konkretnego flow, gdy znajdujesz się w studiu? Wtedy nie pomagają szybkie skojarzenia i błyskotliwe riposty, liczy się warsztat.
Enson: Ja i Muflon to dwóch różnych freestylowców. U mnie freestylowanie nigdy nie było ważniejsze od tego co dzieje się w studio. Muflon przez całą swoją karierę tylko startował na bitwach, bardzo sporadycznie pojawiał się w studio. Całą swoją kreatywność koncentrował na swoich walkach. Ja w ciągu tych 5 lat działalności na scenie freestylowej nagrałem 2 płyty, pełno numerów i featów, plus niezliczoną ilość zwrotek, których nikt nie słyszał. Na scenie wiele zależy od tego co akceptują publiczność i jury, w finale WBW 2009 nawet nie starałem się fajnie rapować, oddawałem po prostu emocję i trochę aktorzyłem. Takim sposobem osiągnąłem swój największy sukces na bitwach freestylowych. Moim zdaniem bardzo trudno jest rapować zajebiście dobrze omijając studio szerokim łukiem, rap jest dosyć prymitywny wokalnie, ale wymaga od artysty pewnej analizy siebie na mikrofonie. Ja dziś bym nie mógł już startować na bitwach, bo jakbym potem słuchając swoich walk wyłapywał przejęzyczenia/seplenienie/momenty zarapowane źle, to bym wpadł w depresję.

| 
Andegrand.pl: Beef z Tombem udowodnił, że czasem lepiej stawiać na jakość, nie na ilość i zamiast kilku tracków, lepiej nagrać jeden, za to konkretny. Gdyby jeszcze raz doszło do beefu, czy wybierałbyś przeciwnika, czy odpowiadał na każdą zaczepkę?
Enson: Zrozumiałem, że beefy bardzo niewiele mogą udowodnić, bo ile razy raper przyznał się do porażki? Myślę, że czasem gdzieś w głębi któraś ze stron konfliktu czuje się gorsza, ale nikt nie powie tego otwarcie. Jeszcze trudniej przekonać do siebie fanów oponenta. Jeśli ktoś całe życie gloryfikował swojego ulubieńca, to nie zmieni tego jeden beef. Zawsze znajdą się fani/raperzy, którzy powiedzą, że ty miałeś gorsze panczlajny, kłamałeś, miałeś gorsze flow, nie masz stylu. Kiedyś miałem wers "jak raper nie ma flow mówi, że chodzi o prawdę/jak dupa ma nadwagę mówi liczy się charakter". Myślę, że to idealnie obrazuje to co powiedziałem wcześniej. Ludzie zawsze znajdą dla siebie usprawiedliwienie, bo przecież MC to ten, który całe życie czuje się najlepszy. Obecnie nie mam ochoty na żadne konflikty, bo te dotychczasowe niewiele dobrego mi dały. Oczywiście wiele zależy od tego KTO i CO ma mi do zarzucenia, ale nikomu z internetu nie mam zamiaru odpowiadać.
Andegrand.pl: Widząc schemat promocji w polskim rapie - gdzie tylko nieliczni do celu dochodzą zupełnie sami - bez żadnych znanych featów, pomocy dużych wytwórni - uważasz, że płyta w stu procentach solowa ma szansę przebić się na salony przekraczając pewien próg rozpoznawalności, tak jak w przypadku Małpy? Mi zdaje się, że Małpa lub np. Smark to tylko wyjątek potwierdzający regułę.
Enson: Smarki i Małpa to dwie zupełnie inne drogi do sukcesu. W przypadku Smarkiego możemy mówić o pewnego rodzaju konsekwencji, jego wcześniejsze płyty zbierały już dobre recenzje i pozwoliły na zdobycie bardzo solidnego warsztatu. Małpa przed płytą nagrał podobno tylko kilkanaście kawałków (niewiele z nich było można sprawdzić) i był dla większości słuchaczy całkowicie anonimowym raperem. Świadczy to o braku recepty na sukces, ale z drugiej strony jeśli raper ma coś w sobie to ludzie za nim pójdą. Wydaje mi się, że niewiele dziś mamy płyt nieznanych raperów ze znanymi ksywkami na featach. Dominują raczej projekty słabych, ale dobrze znanych raperów wspieranych przez kolegów umiejących rapować. Myślę, że dobra muzyka wcześniej czy później znajdzie odbiorcę, oby wcześniej niż Eis:)
Andegrand.pl: Jak w Gorzowie jest postrzegany Smark? Swego czasu zwany królem podziemia, później, gdy słuch o nim zaginął, krążyły plotki, że wyjechał do Szczecina na studia prawnicze.
Enson: Wielu pewnie wierzyło, że dzięki Smarkiemu gorzowski rap wejdzie na legal. Jak widać nic podobnego się nie stało i chyba się na to zapowiada. Myślę, że całe BRD dorosło do rangi gwiazd i trudno mówić, ze lokalnych skoro w ostatnim czasie współpracowali głównie z raperami spoza Gorzowa.

Andegrand.pl: A kto w Gorzowie na dziś dzień jest warty uwagi?
Enson: Ostatnio w Gorzowie nie wychodzą żadne płyty, albo ja jestem po prostu źle poinformowany. Jeśli pojawi się coś godnego uwagi na pewno o tym usłyszycie. Wiem, że ludzie działają, ale dopóki płyty się nie pojawią nie powiem kto:)
Andegrand.pl: Jakich gości planujesz / chciałbyś mieć na płycie?
Enson: Planuję dwóch gości i nie powiem, kim są, żeby nie zapeszać, ale myślę, że można się domyślać.
Andegrand.pl: Jakim klimatom będzie bliżej na płycie - postawisz na bragga?
Enson: Płyta będzie kontynuacją mojego ostatniego materiału tyle, że całkowicie zrezygnuję z bragga. Właściwie mam już kilka bitów, w większości rozpisane numery, mam pełno wersów z gatunku tych do zacytowania i pełno rzeczy w głowie, które tylko czekają żeby je przelać na papier. Może nawet niedługo zdecyduje się pokazać jakiś singiel, ale na razie ciii, bo ta płyta miała być w 2011.
Andegrand.pl: Ostatnie słowo dla słuchaczy?
Enson: Słuchajmy dobrego rapu i bądźmy dobrymi ludźmi. Zajrzyjcie też na mój Fanpage. |